„Kup pan pióro”, kup pan „Moskala” – Krzysztof Abramowski

Z Moskalem Gołkowskiego mam nie lada problem. Książka wbija w fotel, akcja obfituje w mroczne intrygi wczesnych lat 90. ubiegłego wieku, a bohaterowie składają się z krwi, kości oraz zimnej wódki i dymu papierosowego. Dlaczego więc mam z Moskalem problem? Zapraszam do recenzji najnowszej książki Michała Gołkowskiego.

Już opis na czwartej stronie okładki kreśli nam specyficzny obraz świata późnego PRL-u. Interesy załatwia się głównie pod stołem, a żeby przebić się z szarych warszawskich dzielnic do luksusowych salonów, trzeba zapomnieć o własnym jestestwie, zasadach moralnych oraz wyrzucić ze słownika słowo „sumienie”, które na stronach Moskala brzmiałoby niczym największe dziwadło niepasujące do układanki.

Główny bohater, Artur „Moskal” Wiktorowicz, jedzie autostradą prosto do piekła. I ani rodzina, ani przyjaciele, ani nawet on sam nie jest w stanie nacisnąć hamulca. W kolejnych rozdziałach możemy zaobserwować jego dynamicznie postępującą przemianę. Wszystko zaczyna się od prostego: „Kup pan pióro”, kiedy na jednej z uliczek spotyka pewnego łachmaniarza. Pal licho, przecież to tylko pióro. Co mu szkodzi? W ten sposób pozbawił nachalnego sprzedawcę ciężaru, o jakim Wiktorowiczowi nawet się nie śniło.

Dalej dzieją się rzeczy niezwykłe. Potężne kontrakty opiewające na bajońskie sumy, opancerzone SUV-y, mafia. Sex, drugs & alcohol. Głównie ten rosyjski. Brzmi to wszystko jak hollywoodzki film, ale klimat książki jest ciężki, wschodni, prawdopodobnie zupełnie niezrozumiały dla zachodniego czytelnika. Jak dla mnie to naprawdę duży plus najnowszej prozy Gołkowskiego.

No dobrze. Jeśli namówiło to czytelnika do zakupu książki, świetnie. Teraz mniej cukru, a więcej goryczy. Poniżej będzie o tym „problemie” z pierwszego akapitu recenzji. Wiążę się on ściśle z fabułą książki, której za żadne skarby nie chcę zdradzać, ale można się pokusić chociaż o kawałeczek.

No więc… ostatnie sto stron książki można by było wyrzucić. Poważnie. Może ktoś się ze mną nie zgodzi, ale mimo tego, że idea Moskala wgniata w fotel, to akcja powinna się urwać dużo wcześniej i zostawić czytelnika walniętego obuchem po głowie, leżącego rozłożonym na łopatki. Zamiast tego nie kończy się i próbuje ocucić, otrzepuje z kurzu i jeszcze pomaga wstać. Puenta zmiany tytułowego Moskala, cały ciąg wydarzeń i dramatycznego obrotu spraw zwalnia, przybiera zupełnie inny wydźwięk i wybija z rytmu. Może nie jest to wielki błąd czy rzecz, która odstręcza od przeczytania książki. Właściwie można ją ominąć, nie zwrócić nawet uwagi. Ale mnie osobiście zapadła w pamięć.

Należy wspomnieć jeszcze o języku, bo Michał Gołkowski wykonał naprawdę dobrą robotę. Jako osoba żywo zainteresowana literaturą rosyjskojęzyczną – przecież jest zawodowym tłumaczem – wplótł do tekstu wiele rusycyzmów, zwrotów, nawet nawyków językowych ludzi wschodu. Nie znam rosyjskiego i nie wiem, czy aby na pewno każdy bezpośredni zwrot do adresata Rosjanie kończą imieniem i nazwiskiem rozmówcy, ale… mnie Gołkowski przekonał, że tak właśnie jest.

Z końcową oceną Moskala też mam problem, bo to naprawdę dobra książka, tylko po drodze (mam takie wrażenie) autor niepotrzebnie zboczył z toru. Możliwe, że to kwestia tego szaleńczego tempa powstania książki – zawrotne dwa miesiące! Jeśli taki tytuł powstał tak krótko, to tylko życzyć autorowi więcej udanych projektów. Bo jedno jest pewne: Gołkowski przyciąga uwagę. Robi wokół siebie zamieszanie. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości, dlatego obawiałbym się przed daniem Moskalowi mniej niż mocnej czwórki i takiej cichej nadziei na dalsze, może nieco lepiej zakończone książki.

wydawnictwo: Fabryka Słów

liczba stron: 480

data wydania: sierpień 2016

ocena: 4/5

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s