„Małe życie”, czyli lekcja jak kochać innych, a przede wszystkim samego siebie – Michał Nowakowski

Hanya Yanagihara jest amerykańską pisarką i dziennikarką. Na co dzień pełni funkcję wicenaczelnej w „The New York Times Style Magazine”. Jednak prawdopodobnie nigdy nie usłyszelibyśmy o niej (chyba że jesteśmy fanami modowych magazynów zza oceanu), gdyby nie Małe życie. Wydana dwa lata temu książka jest jedną z najgłośniejszych powieści 2015 roku, a jej sprzedaż przekroczyła najśmielsze oczekiwania autorki. Pomimo stanowczego stanowiska wobec tak kontrowersyjnych tematów jak chociażby homoseksualizm czy wiara dzieło zebrało wyjątkowo pozytywne opinie, nawet od tak szanowanych gazet jak „The Guardian”. Początkowo także zamierzałem zachwalić tą 813-stronnicową powieść. Ostatecznie jednak, po ponownej lekturze, postanowiłem podzielić się nieco bardziej krytycznym zdaniem.

Autorka przedstawia w Małym życiu historię czworga przyjaciół: J.B., Malcolma, Willema i Jude’a. Bohaterowie poznali się na studiach, które w momencie rozpoczęcia fabuły już ukończyli. Wkraczają teraz w dorosłe życie, coraz mniej przypominające to znane im do tej pory. J.B. próbuje swoich sił jako artysta, ale gdy jego kariera nabiera rozpędu, zaczyna popadać w poważne nałogi. Nie pomaga też wątpliwe towarzystwo, jakie wybiera kosztem swoich przyjaciół. Malcolm długo poszukuje życiowego celu. Zabezpieczony finansowo przez rodziców pracę architekta traktuje nie jak szansę, ale obowiązek. Już dawno zapomniał, dlaczego budowle tak go kiedyś fascynowały. Z kolei dla Willema, który pochodzi z prowincji, Nowy Jork jest miejscem, gdzie wreszcie może spełnić marzenie o karierze aktorskiej. Poza uczęszczaniem na castingi pracuje jako kelner, a mieszkanie (obskurną, ciasną klitkę) wynajmuje razem z najlepszym kumplem: Judem. Ten skromny i bystry chłopak ma za sobą wyjątkowo traumatyczną przeszłość, o której nigdy nie mówi. Z tego powodu jego najbliżsi prawie nic o nim nie wiedzą, przez co często mają do niego o to pretensje. On sam stroni od kontaktów towarzyskich, znacznie lepiej czuje się na uniwersytecie, gdzie kontynuuje naukę prawa i matematyki.

Cała sztuka z przyjaźnią polega na tym, żeby znaleźć ludzi lepszych od siebie, nie inteligentniejszych, nie bardziej cool, ale lepszych, serdeczniejszych i bardziej wybaczających, a potem szanować ich za to, czego mogą cię nauczyć i słuchać ich, gdy mówią ci coś o sobie samym, choćby najgorszego… albo i najlepszego, to się zdarza; i ufać im, co jest najtrudniejsze ze wszystkiego. Ale też i najlepsze.

Yanagihara nie spieszy się w snuciu opowieści. Na początku pozwala nam dokładnie poznać każdego z bohaterów i wyrobić sobie o nich zdanie. Może to powodować pewne znużenie, ale z drugiej strony – maluje nam możliwie najpełniejszy obraz psychologiczny postaci, który będzie istotny w dalszych etapach książki. Gdy wreszcie historia rusza na dobre, zostają nam ukazane kolejne epizody z życia czworga przyjaciół na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Mimo tak długiego okresu akcji fabuła rozwija się bardzo dynamicznie, a czytanie staje się coraz przyjemniejsze.

Ciekawym aspektem jest perspektywa, z jakiej poznajemy losy bohaterów. Początkowo w wydarzeniach bierze udział po równo cała czwórka protagonistów. Jednak stopniowo osią fabuły stają się losy Jude’a, z którymi przeplatają się wątki innych postaci. Autorka podkreśla w ten sposób najciekawszą i najbardziej złożoną kreację w powieści. Obserwujemy wysiłek, jaki wkłada ten bohater, by móc funkcjonować normalnie oraz problemy, z którymi musi się zmagać. Jednocześnie powoli poznajemy przyczyny jego lęków, kompleksów oraz słabości.

Na uwagę zasługuje zróżnicowanie bohaterów pod względem psychologicznym. Ekstrawertyzm J.B. zostaje skonfrontowany ze zdystansowaniem i zamknięciem Jude’a, a zaangażowanie i determinacja Willema rzuca się w oczy na tle obojętności Malcolma. To oczywiście tylko skrótowe opisy, ale dają obraz mozaiki osobowości zawartej w powieści. Tu jednak pojawia się jedna z jej wad. O ile Jude jest niewątpliwie bohaterem wielowymiarowym i interesującym, to reszta postaci okazuje się dość schematyczna. Szczególnie irytuje mnie w tym aspekcie Willem, który przez większość czasu jest po prostu dobry. Pomyślcie o pięciu przypadkowych, pozytywnych cechach, a istnieje duże prawdopodobieństwo, że opiszecie właśnie jego. Szlachetny, lojalny, wrażliwy, pomocny… i tak do znudzenia. Nie podoba mi się także tendencja Yanagihary do wyolbrzymiania niektórych zjawisk. Miałem momentami wrażenie, jakby autorka na siłę starała się wywołać kontrowersje, czy to bardzo mocno eksploatując wątki homoseksualne, czy też kierując losami Jude’a w sposób tak tragiczny, że aż przejaskrawiony. Nie jest to jednak coś, co bardzo przeszkadza w odbiorze książki. Ot, jedynie drobna niedoskonałość.

W ogólnym rozrachunku Małe życie jest wyróżniającą się powieścią. Poprzez dobrze opowiedzianą historię przekazuje uniwersalne prawdy o nas samych, a także opinie autorki na tematy społeczne. Nie ma też wątpliwości, że jest to książka trudna. Mocno odwołuje się do naszej wrażliwości, zostawiając w nas pewnego rodzaju pustkę po skończonej lekturze. Mimo wszystko ponad 800 stron oraz dogłębne analizy psychologiczne sprawiają, że jest to czasochłonne doświadczenie. Pomimo pokaźnej objętości jest to nadal piękna podróż przez ból, cierpienie, samotność, ale także miłość czy przyjaźń; słowem: wszystko to, co składa się na nasze życie. Dzieło Yanagihary mogę polecić każdemu, kto szuka ambitnego i nowatorskiego tytułu, który zostawi po lekturze ślad w czytelniku, a może nawet zmieni sposób, w jaki patrzy na pewne sprawy.

ocena: 4/5

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s