O wartości studiów humanistycznych i ich obecnej popularności – Michał Nowakowski

Jeśliby zapytać kogokolwiek z nas o największy upadek kultury w dziejach Europy, to z dużym prawdopodobieństwem – niezależnie od stopnia naszej wiedzy historycznej – wskazalibyśmy drugą połowę V wieku. Upadek Cesarstwa Rzymskiego (a konkretniej jego zachodniej części) przyczynił się do ogromnych zmian w dalszym rozwoju i kształcie społeczno-polityczno-gospodarczym Europy oraz jej kultury. Błędem byłoby jednak upraszczanie tego kompleksowego zagadnienia przez zwykłe wyliczenie przyczyn i skutków. Temat ten wymaga ostrożnego i dokładnego zbadania przez specjalistów epoki – a takich prób było już wiele. Zmierzam jednak do tego, by zaznaczyć, że Rzym nie upadł nagle: umiejscowienie tego wydarzenia w roku 476 jest umowne i ma rację bytu jedynie w myśleniu nienaukowym.

Profesor Paul Freedman, wykładowca historii średniowiecznej Uniwersytetu Yale, w swoich wykładach podkreśla, że ludzie żyjący w IV i V wieku nie mieli pojęcia, że rozpoczynają epokę, która doczeka się miana „wieków ciemnych”. Dopiero my, z perspektywy czasu, jesteśmy w stanie wskazać znaczną różnicę między wykształceniem, które odbierali oni, a tym, które charakteryzowało ludzi kultury jeszcze 200 lat wcześniej. Oczywiście taka generalizacja jest często niesprawiedliwa, bo trudno nie nazwać postaci takich jak św. Augustyn erudytami. Jednak w przekrojowym ujęciu elity umysłowe wieku V mogły pochwalić się znacznie mniejszą znajomością Cycerona, Wergilego czy Horacego. Często obce były im też zasady klasycznej retoryki, a ich pojęcie cnoty było inne niż typowo rzymskie virtus lub (jeszcze bardziej odległe) greckie arete.

Śledząc te przemiany kulturowe sprzed ponad półtora tysiąca lat, można zauważyć choć cień podobieństwa do sytuacji nam aktualnej. W wieku XIX czy na początku XX nie znaleźlibyśmy się na żadnym szanującym się uniwersytecie bez znajomości łaciny, greki czy podstaw filozofii – dla kontrastu dzisiaj trudno spotkać studenta, który włada językami antycznymi, o ile nie są one przedmiotem jego studiów. Oczywiście niekoniecznie musi to od razu wskazywać na kryzys wykształcenia: zupełnie rozsądny wydaje się argument, że dzisiejszy uniwersytet (albo raczej szkoła wyższa) skupia się na przekazaniu studentom wiedzy bardziej praktycznej, która będzie użyteczna w ich codziennym życiu oraz karierze – natomiast książki sprzed dwu tysięcy lat należy zostawić dla pasjonatów.

Zastanówmy się jednak, dlaczego wiek XIX – który przecież od starożytności też dzieliło sporo czasu – kultywował tradycje antyczne. Otóż wynikało to z przekonania, że studia humanistyczne, jak żadne inne, pozwalają w pełni rozwinąć się człowiekowi, kształtując jego charakter oraz moralność. Głównym celem czytania starożytnych było wydobycie z ich tekstów tych wartości, które posłużą naszej autokreacji. A po co? Po to by służyć społeczeństwu! By je naprawiać, inspirować i kierować nim na drodze do rozwoju.

Potrzebę samodoskonalenia i trudu z tym związanego podkreślał już Marek Tulliusz Cycero, który sformułował ideę otium cum dignitate – zaszczytnego wypoczynku. Miał on polegać na wykorzystywaniu swojego czasu wolnego na służbę społeczeństwu (m.in. przez własny rozwój). W tym samym duchu pisali humaniści renesansowi, jak np. Giovanni Pico della Mirandola, autor De hominis dignitate (O godności człowieka), który podkreślał, że być człowiekiem znaczy nieustannie kształtować własną osobę, a ci, którzy tego nie robią, nie różnią się w zasadzie od zwierząt: „Jeśli zobaczyłbyś jakiegoś człowieka, który dba tylko o żołądek i pełza po ziemi, ten korzeniem jest raczej przytwierdzonym do ziemi niż człowiekiem. A jeśli zobaczyłbyś, że ktoś, jakby przez Kalipso czarodziejskimi sztuczkami oślepiony i fałszywą ułudą omamiony, jest niewolnikiem zmysłów — zwierzę widzisz, a nie człowieka”. Wśród Polaków także nie brakowało głosów nawołujących do poprawy czy to samych siebie, czy całego narodu, a za przykład niech posłużą Andrzej Frycz Modrzewski ze swym dziełem De Republica emendanda (O naprawie Rzeczpospolitej) czy Kazania sejmowe Piotra Skargi. Są one namacalnym dowodem na to, jak wiedza humanistyczna jest w stanie przerodzić się w narzędzie służące państwu. Tak więc studia humanistyczne (których nazwa wywodzi się notabene od zapoczątkowanego w odrodzeniu programu kształcenia, studia humanitatis, obejmującego retorykę, poetykę, gramatykę, historię i filozofię moralną) mają na celu nie tylko przekazywać informacje, ale przede wszystkim kształtować charakter, a co za tym idzie – etos obywatela. Nie bez powodu przecież Homera nazywano wychowawcą społeczeństwa, a za główne zadanie sztuki uważano paideię, czyli szeroko pojęte wychowanie.

Można spodziewać się, że takie ukazanie walorów studiów humanistycznych sprowokuje zarzuty o propagowanie przeze mnie elitaryzmu. No bo w końcu tylko mała część społeczeństwa jest aktywnie zaangażowana w politykę. Otóż, po pierwsze, zdolności oratorskie, erudycja i poprawnie ukształtowany kręgosłup moralny są (a przynajmniej powinniśmy dążyć do tego, by były) cenione wszędzie, nie tylko w polityce. Nie możemy zapominać, że oprócz wykonywanych przez nas zawodów jesteśmy także (a może przede wszystkim) obywatelami Rzeczpospolitej Polskiej, a chociażby zalążek wartości wyniesiony ze studiów humanistycznych pozwoli nam lepiej tę rolę pełnić. Po drugie, nie uważam, by plan szkolny czy akademicki był na tyle przeładowany przedmiotami, które muszą tam być koniecznie, by nie można było sobie pozwolić na chociażby jedną czy dwie lekcje łaciny tygodniowo.

Pogląd ten jest niestety coraz mniej popularny, gdyż we wszystkim, co nie daje „praktycznej” umiejętności, widzi się stratę czasu. Jeśli ta tendencja się utrzyma, możemy doczekać czasów, kiedy jedyną różnicą między ludźmi pierwotnymi a nami będzie technologia, a jej rozwój będzie utożsamiany z rozwojem człowieka. Może należałoby się zastanowić, dlaczego nasi współcześni politycy nie nawołują do „naprawy Rzeczpospolitej” (a przynajmniej dlaczego nie nawołują bezinteresownie) i dlaczego większość z nich ma problem przy próbie wypowiedzenia się kilkoma pełnymi zdaniami, bo odpowiedź może leżeć w stanie obecnej popularności nauk humanistycznych.

 

korekta – Monika Błaszczak

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s