„Słup ognia”, czyli próba uczenia zabawą – Michał Nowakowski

Ken Follett, brytyjski powieściopisarz, ma w swoim dorobku co najmniej kilkanaście thrillerów szpiegowskich, a jednak najbardziej znany jest z Filarów Ziemi – powieści historycznej, której akcja rozgrywa się w XII-wiecznej Anglii, a fabuła koncentruje się wokół budowy katedry w Kingsbridge. Książka od swojego debiutu w 1989 roku cieszy się nieprzerwanym zainteresowaniem fanów z całego świata, a w 2010 roku doczekała się ekranizacji w formie mini serialu produkcji BBC. Filary Ziemi stały się początkiem trylogii, której druga część – Świat bez końca (2007) – również przenosi nas do Kingsbridge, ale dwa wieki później, a tłem dla wydarzeń jest początek wojny stuletniej oraz epidemia czarnej śmierci. Natomiast przedmiotem niniejszej recenzji będzie, rozgrywająca się w XVI-wiecznej Europie, ostatnia część cyklu – Słup ognia(2017).

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że z twórczości autora poznałem dotychczas jedynie, opowiadającą historię XX wieku, trylogię Stulecie (Upadek gigantów, Zima świata, Krawędź wieczności) i przystępując do lektury Słupu ognia, nie znałem poprzednich części cyklu. Miałem w tej kwestii duże obawy, które zostały jednak rozwiane przez znajomych mi fanów serii, zapewniających, że wydarzenia mają, co prawda, wspólny motyw (Kingsbridge), jednak opowiadają zupełnie inną, niepowiązaną ściśle historię.

Słup ognia, jak już wspomniałem, przenosi nas w realia XVI wieku, a konkretniej do jego drugiej połowy. Były to wyjątkowo burzliwe czasy: zapoczątkowany przez Marcina Lutra w 1517 roku ruch reformacyjny odbił się szerokim echem w całej ówczesnej Europie i stał się powodem brutalnych wojen religijnych. To właśnie umiejscowienie akcji w tak interesującym okresie wraz z bardzo dobrym wspomnieniem innych książek autora sprawiło, że zdecydowałem się sięgnąć po tę konkretną powieść.

Follett rozpoczyna swoją opowieść w Kingsbridge, jednak szybko miejscem dla rozgrywanych wydarzeń staje się wiele z największych miast ówczesnej Europy: Paryż, Sewilla, Antwerpia czy Genewa. Mógł sobie na to pozwolić, dzięki charakterystycznej dla siebie liczbie „głównych” bohaterów, których jest co najmniej kilkunastu. Ta mnogość postaci, z których każda ma własną historię do opowiedzenia (mimo że ich losy często się wzajemnie przeplatają), jest także powodem typowej dla autora objętości książki, która w tym przypadku liczy 842 strony.

Już po przeczytaniu kilkudziesięciu z nich zdajemy sobie sprawę, że powieść ma sporo wad. Jednak zanim o nich, chciałbym docenić kilka mocnych aspektów, których także nie brak w Słupie ognia:

  1. Obiektywność – celem Folletta wydaje się być podkreślenie, że nietolerancja jest zawsze postawą naganną. Ukazuje okrucieństwo i niesprawiedliwość zarówno katolików, jak i protestantów, których pobudki często wynikają nie z przekonań religijnych, ale raczej z rządzy władzy czy bogactwa. Udało mu się stworzyć dosyć wiarygodny obraz niepewności i strachu, jaki towarzyszył ówczesnemu społeczeństwu.
  2. Bezpośredniość – autor zna realia epoki i nie boi się ich dobitnie ukazać. W Słupie ognia znajdziemy opisy tortur (np. łamanie kołem czy duszenie wodą), egzekucji (np. palenie na stosie) czy sposobów prowadzenia polityki (np. poprzez zlecenie morderstwa). Taka dosadność pozwala nam o wiele łatwiej wczuć się w klimat książki.
  3. Dynamika – właściwie od samego początku zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń politycznych. Nasi bohaterowie są często pomocnikami postaci historycznych, które rzeczywiście odegrały istotną rolę w rozwoju wypadków na arenie międzynarodowej. Oczywiście należy pamiętać, że są to w dużej mierze domysły bądź czysta fikcja literacka. Niemniej zdecydowanie pozwala to zaciekawić czytelnika, który z przyjemnością może obserwować przełomowe wydarzenia z perspektywy osób żyjących w tamtej epoce. Jest to, moim zdaniem, najmocniejsza strona powieści.

Jednak, jak już zaznaczyłem, Słup ognia ma też spore wady, a oto one:

  1. Sztuczność – podstawowym czynnikiem, który sprawia, że jesteśmy w stanie zagłębić się lekturze i wręcz „wejść w świat” jakiejkolwiek książki jest prawdopodobieństwo. Postacie, ich rozmowy i zachowania muszą nam, przynajmniej po części, przypominać rzeczywistość. Tu w większości wypadków tego nie ma. Bohaterowie podejrzanie reagują na zdrady swoich przyjaciół, morderstwa członków rodziny czy utraty całych majątków. Dialogi są bardzo sztywne – raczej nie znajdziemy tam tematów, które nie są ściśle związane z aktualnym rozwojem fabuły, są poza tym bardzo lakoniczne, a sposób wypowiedzi przypomina najwyżej współczesnego gimnazjalistę (nawet u dużo starszych osób wywodzących się z arystokracji, którzy musieli przecież odebrać staranne wykształcenie). Wydarzenia cechuje też duże nieprawdopodobieństwo: chociażby, kiedy jedna z najważniejszych osób w państwie daje się pouczać w kwestiach polityki przez młodziutkiego mieszczanina, którego właśnie poznała albo gdy średniozamożny angielski kupiec udaje się w podróż do monarchy obcego imperium, by przekonać go do poparcia konkretnego kandydata do tronu – władca nie tylko go wysłuchuje, ale i w zupełności się z nim zgadza. Follett zawodzi także w intrygach dworskich, które przypominają raczej plany Dundersztyca z Fineasza i Ferba niż grę na śmierć i życie, prowadzoną przez najpotężniejszych ludzi ówczesnej Europy.
  2. Toporność – podkreślałem już, że autor wykazuje się rozległą wiedzą dotyczącą realiów XVI wieku. Niestety przelewając ją na karty powieści, zdecydował się traktować czytelnika jak dziecko, któremu wszystko trzeba podać na tacy. W ten sposób dostajemy nastoletnią córkę burmistrza na przyjęciu u pewnego hrabiego, która głośno dziwi się, że role kobiece w teatrze grane są przez młodych mężczyzn. Oczywiście w ten sposób autor może skierować się do jak najszerszego grona odbiorców, z których nie każdy musi posiadać jakąkolwiek wiedzę historyczną. Jestem jednak przekonany, że można było zrobić to w zgrabniejszy sposób.
  3. Płytkość – czytelnicy szukający w lekturze wiarygodnych, złożonych postaci o skomplikowanej osobowości gorzko się zawiodą. Bohaterowie Słupu ognia są biało-czarni: albo wyidealizowani i szlachetni, albo okrutni. Ponadto wszyscy zdają się być niesamowicie naiwni – i to nieważne czy chodzi o nastoletnią dziewczynę, 50-letnią handlarkę, najpotężniejszych francuskich arystokratów, czy starego biskupa. Większość kreacji przywodzi na myśl raczej kreskówkę niż powieść doświadczonego i cenionego pisarza.

Jak widać Słup ognia jest daleki od doskonałości. Muszę przyznać, że w porównaniu z dotychczas znanymi mi dziełami autora jestem rozczarowany. Nie oznacza to jednak, że powieści nie da się czytać. Wspomniana już dynamika akcji, interesujące wydarzenia i bezrefleksyjne dialogi sprawiają, że możemy przez ponad 800 stron przejść zdumiewająco lekko. Jednak, czy będzie to lektura satysfakcjonująca? Moim zdaniem nie i nie mogę polecić tej książki żadnemu wymagającemu czytelnikowi.

Ocena 5,5/10

korekta – Viktoria Kopaczewska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s